No ale w końcu nadchodzi ten czas, kiedy siadam przed komputerem i piszę parę zdań
Post w sumie o wszystkim i o niczym. Taki początek nowych recenzji i postów. Zapraszam
i obiecuję że wszystkie następne posty będą lepsze😜😙
Przejdźmy do sedna. Chcę się dziś z wami podzielić moimi przeżyciami, głównie sportowymi :)
Ludzie którzy nas znają wiedzą, że nasza przygoda z agility zaczęła się, gdy Maja miała
ok. 1,5 roku (czekałam aż będzie w tym wieku, żeby nie obciążać jej młodziutkich stawów).
Nie zawsze było łatwo... trzeba było zrobić z nas, nie człowieka i psa którzy biegną osobno, gdzie jedno nie zwraca uwagi na drugie, a zgrany zespół w pełni zależny od siebie.
Ciężką pracą udało się to osiągnąć :D
jeszcze przyzwyczajenie i nauka toru, wszystko poprzez zabawę oczywiście, odpowiednia motywacja i wiele wiele innych.
Gdy ogląda się choćby przykładowe filmy z YouTube przedstawiające agility, prawie zawsze widzimy rozpędzone, psie torpedy, pięknie wykonane polecenia, świetne zespoły.
Bywa że po takich seansach, godzinach przesiedzianych na oglądaniu cudnych borderów, przychodząc na trening, musimy zderzyć się z nieco inną rzeczywistością... my też miałyśmy gorszy moment. Myślałam nawet że zaprzestaniemy ze sportem i faktycznie zakończyłam treningi. Nie były już dla nas taką przyjemnością, nie dawały satysfakcji... pogodziłam się z tym. Trwało to chyba pół roku....
Właściwie nie pamiętam co skłoniło mnie do biegu z psem, ale okazało się sukcesem!
Tak wróciłyśmy!
Tym razem inaczej, z nową motywacją, nie oczekując niczego, powoli sunąc przed siebie :)
Mimo, że czasem brakuje nam wsparcia, wręcz są osoby które chełpiły by się naszą porażką, nie poddajemy się. Oczywiście wszystko robi się z rozsądkiem - rtg, odpowiednia suplementacja, CODZIENNE ćwiczenia rozciągające, odpowiednia dieta, dobra waga i co najważniejsze dopasowane tyczki - w naszym przypadku - nie chcę obciążać stawów,
a według mnie nie ma sensu ich psuć jeżeli nie ma takiej potrzeby, są na ziemi ;)
Nie można trenować zbyt często, ani za dużo. Nie można oczekiwać zbyt wiele.
Pamiętając o tym da się daleko dojść
To teraz trochę o tym co dzisiaj
Poprzeczka, a mam tu na myśli trudność, nie tyczki, była ustawiona wysoko. Robiłam dziś mini pokaz przed rodziną. Nie oczekiwałam zupełnie nic, ponieważ wprowadzone na tor były tunele
W naszym treningu chyba 4 raz, ale nigdy nie na komendę, poprostu takie przygotowania
Tym razem na poważnie :D Oprócz tego odległa tyczka.... jak dla nas trudności wydawały się sporę.
Doznałam szoku. Pies był bardzo zmotywowany, pracował na 100%, pokonał tunele i hopki
na komendę! Było świetnie! Te dobre wyniki trwają od paru treningów ;)
Mam zdolną bestię :P
Zaczynamy też nakręcanie na dyski.
Na początku dyski były fee, a teraz o dziwo są fajne😃 Nawet da się nimi szarpać! I tak małymi krokami do sukcesu
I choć czasem mogę mieć gorszy dzień i wątpliwości czy golden retriever napewno jest psem stworzonym dla mnie, to za każdym razem udowadnia mi że się mylę. Że niektórzy może i nie doceniają tej rasy i mają o niej błędne przekonanie. A Maja o najcudniejszy pies i żaden inny nawet ten najzwinniejszy nie będzie lepszy od niej!
Maja jest na właściwym miejscu. Kocham ją i dziękuje Bogu za to, że jest ze mną






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz